Translate

sobota, 28 września 2013

Shrek i Kadryl na warsztatach


Latem była u mnie koleżanka, która ze swoimi psami bawi się w tropienie. Wykorzystałam ją, aby pokazała mi podstawy na moich psach i dwóch innych labradorach, które gościły u nas w tym samym czasie. Świetną zabawę mieliśmy wszyscy, pomimo pobudki o 5.00 rano . Wkręciłam się, bo widziałam  jaką frajdę ta zabawa sprawia moim psom. Poza tym to świetne zajęcie dla psów zaspokajające podstawowe potrzeby i…. męczące.  Wszystkie psy spały później do południa.


Ania i Lima w sierpniu na czarnowodzkich łąkach
 
            Zmotywowana postanowiłam pojechać na profesjonalne warsztaty z podstaw tropienia. Dawno nigdzie  z moimi wiejskimi burkami nie ruszałam się poza Czarnowodę. W planach miałam pojechać ze Shrekiem. Jest to pies w typie boksera, którego adoptowałam rok wcześniej. Jednak dwa dni przed wyjazdem zauważyłam, że źle się czuje. Podczas wizyty u weta okazało się, że coś go ukąsiło w fafla od wewnętrznej strony. Dostał niezbędne lekarstwa, ale że nie byłam pewna jego kondycji wzięłam ze sobą na warsztaty też drugiego psa – Kadryla, labradora.

            Przyjechaliśmy do hotelu dla psów „psigoda” (polecam), pod Warszawą. Po spacerze zainstalowałam psy w hotelu, a sama poszłam na przepyszną kolację. Dość wcześnie się położyliśmy spać, bo następnego dnia o 8.00 rozpoczynały się zajęcia.

            Pierwszy ślad

W sumie było 7 psów (moje dwa robiły za jednego). Każdy po kolei „wydeptywał” ścieżkę stópka za stópką dla swojego psa, która miała,   hm… myślę, że ok. 80 - 100 kroków (przynajmniej moja). Na końcu kładliśmy zabawkę. Mój pies tego nie widział (nie wiem jak inne).  Po 10 minutach wprowadzaliśmy psy na ślad. Nie bardzo byłam w stanie zrozumieć, dlaczego Shrek miałby podjąć pracę nosem po moim zapachu, przecież byłam przy nim.

Shrek też nie wiedział J . Zignorował mój zapach z trawy i zajął się innymi, ciekawszymi.

Oczywiście zadałam nurtujące mnie pytanie Pani Zofii, która prowadziła warsztaty. Z tego co zrozumiałam, to pies interesuje się innym zapachem niż te środowiskowe, a że jest to zapach właściciela to pójdzie po nim z ciekawości, „co też on tam robił? Tam musi być coś ciekawego skoro człowiek tam poszedł. „

Być może coś źle zrozumiałam, bo odpowiedź mnie zaskoczyła, na tyle, że zapomniałam „języka w gębie”, co rzadko mi się to zdarza. Żałuję, że nie mam tego nagranego, bo upewniłabym się, czy to co zapamiętałam, autorka chciała przekazać.

Obydwoje ze Shrekiem nie zrozumieliśmy sensu tego ćwiczenia. Idąc tym tokiem myślenia i interpretacji zachowania zwierzęcia: być może mój pies wyszedł z założenia, że skoro wróciłam, to nic ciekawego tam dalej nie ma ;)  hahaha…

Trzymanie linki

Drugim ćwiczeniem było trzymanie i praca linką z psem. Linka miała być lekko napięta. Problem w tym, że moje psy minimalne napięcie szelek czy obroży na ciele odbierają sygnał do powrotu do mnie, a przynajmniej do zatrzymania. Na co dzień nie używam smyczy, a  podczas wizyt w mieście jest to wygodne, bo pies nie ciągnie i łatwo go posterować głosem.

Wracając do ćwiczenia. Mieliśmy wprowadzić psa na początek linii śladu i jak tylko pies z niej zejdzie należało się zatrzymać i psa przeciągnąć na właściwą drogę.

Na pierwszych śladach, latem, nie zdarzyło się to podczas naszych zabaw z Czarnowodzie, bo pies miał szerokie pole do popisu i samodzielnego działania. Zatrzymywaliśmy się dopiero, gdy całkiem odszedł od wyznaczonej trasy, raczej go nie naprowadzaliśmy, dawaliśmy czas i szansę, aby sam odnalazł właściwą drogę. Wprowadzaliśmy z powrotem  jedynie wtedy, gdy pogubił się całkowicie. Wszystko odbywało się spokojnie i bez napinania linki.

Drugi ślad (80 kroków po prostej)

Trawa dość wysoka, miejscami do pasa, teren nie równy. Ja schowana w krzakach. Shrek, widocznie wyszedł z założenia, że jestem jak bumerang. Poszłam, to i wrócę J .  Nie mam  pozwolenia na umieszczenie filmu, bo na nim widać, jak osoba trzymająca linkę przeszkadza mu w pracy.

To nie jest jej wina, była również obserwatorem i nie miała doświadczenia a polecenie było, aby linka była lekko napięta. Na co mój pies nie reaguje dobrze. Generalnie  mój bokser odniósł porażkę i powinien być „wyeliminowany z takiej zabawy”, bo do niczego się nie nadaje.

            Shrek jest dość specyficzny i odstaje od przyjętych norm wytyczonych dla bokserów. Jest spokojnym wolnomyślicielem i potrzebuje więcej czasu do rozwiązywania różnych zadań, czy nauki. Tutaj tego czasu nie miał. Ślad był świeży,  wiatr dość silny, mój zapach rozchodził się w powietrzu, więc brał górny wiatr, co dla mnie było oczywistym zachowaniem. Zszedł z linii śladu. Nawet profesjonaliści, jakim Shrek nigdy nie będzie: „(…)pracują górnym wiatrem, więc gdy zobaczyłem, że unosi do góry nos, wiedziałem, że coś wyczuła. Pobiegła dalej, a my za nią. Po chwili usłyszałem jej szczekanie – tak sygnalizuje, że znalazła człowieka.” (http://www.psy.pl/aktualnosci-psy/art7649,labradorka-figa-uratowala-zaginionego-chlopca.html)
             Na dalsze ćwiczenia wzięłam Kadryla. On też nie mieści się w „normach” labradorskich. Spokojny, w miarę posłuszny, nieszczekający i niewyrywający się do psów, niewitający się ze wszystkimi ludźmi dookoła. Nawet padło kilkakrotne stwierdzenie z grupy, że nie jest normalny, jako oczywiście komplement. Natomiast jest również bardzo delikatny i wrażliwy. Oba moje psy przyzwyczajone są do spokojnego głosu i kontaktu z człowiekiem. O ile Shrek tylko nie reaguje i nie wkręca się w ludzką głupawkę i trelująjący głos,  o tyle Kadryl stresuje się podniesionym, nawet choćby wesołym tonem i pobudzonym człowiekiem, który od niego czegoś wymaga.

 

Podawanie/zaznaczanie przedmiotu.

 

Pani Zofia jedno z ćwiczeń miała pokazać z Kadrylem. Niestety jak zaczęła piszczeć, ciumkać, machać rękoma mój pies się zestresował, patrzył nie bardzo wiedząc co ma z tą kobietą robić i czego ona od niego chce. Spoglądał na mnie, szukając pomocy, próbował podejść do mnie, czy raczej odejść od zbyt pobudzonej osoby. Niestety, jako jego przyjaciel odniosłam porażkę. Oczywiście zareagowałam i zabrałam psa z tej  sytuacji, ale zrobiłam to mało zdecydowanie. Na moją uwagę, że moje psy tak nie pracują i że do nich mówi się spokojnie Pani Zofia zmieniła ton. Kadryl poczuł się nieco lepiej i wykonał jej polecenie „waruj”.

 

Rewirowanie

 


              Kadryl podczas nauki rewirowania na warsztatach

O ile jestem dumna z moich psów, że zachowały spokój, to niestety nie mogę powiedzieć tego o sobie. Popłynęłam, próbowałam wejść na te same „obroty” co prowadząca. Kadryl oczywiście bardzo ładnie wykonał ćwiczenie, bo całe życie odnajduje różne przedmioty i podaje je do ręki, ale o wiele łatwiej byłby mu, gdybym zrobiła to ćwiczenie w naszym zwykłym tempie.

 

 
Kadryl z bardzo fajna panienka

  
Podsumowanie

Jestem, bardzo zadowolona, że wybrałam, się na warsztaty z Panią Zofią Mrzewińską, bo choć czego innego oczekujemy od psów, mamy inny styl pracy/komunikacji z nimi to sporo się nauczyłam.

  1. Było kilka ćwiczeń, które po niewielkiej modyfikacji wykorzystam
  2. Doświadczyłam, jak trudno być słuchaczem/kursantem i potrafić „przeciwstawić się” prowadzącemu, gdy widzi się, że podczas ćwiczenia stresuje on mojego psa
  3. Podczas przerwy zauważyłam, że byłam jedyną osobą (a na pewno jedną z nielicznych, może kogoś nie widziałam), która zabrała psy na spacer rozluźniający na łąki. Inni, albo siedzieli z nimi w jednym miejscu, albo ćwiczyli posłuszeństwo. Jest to dla mnie sygnał, jako osoby prowadzącej, że zawsze trzeba mówić wprost –„ przerwa na spacer”.
  4. Miałam okazję poprzebywać z  własnymi psami w dość trudnych warunkach i jestem  naprawdę zadowolona z naszych relacji, z ich zachowania i tego jak spokojnie przyjmowali otoczenie.

 

Pani Zofia po wielu sukcesach i latach pracy  zadziwia swoją energią i zaangażowaniem. Wyczuwalne jest, że to zajęcie jest nadal  pasją i zależy jej, aby przekazać swoją wiedzę i doświadczenie innym. Za to pełen szacunek i nadzieją, że w jej wieku będę miała równie dużo energii i pasji.

 

 

 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kot ze słoikiem na głowie -kot kosmonauta


W wielu domach jest pełno zwierząt różnych gatunków, które żyją ze sobą w zgodzie, czasami przez wiele lat. Mój dom do takich też należy, ale trzeba pamiętać, że nasi domownicy nie wzięli się z nikąd. Ich percepcja i zachowanie kształtowały się na przestrzeni milionów lat w drodze ewolucji. Nasze wychowanie, nawet od najmłodszych lat nie wygasi naturalnych dla ich gatunku popędów. Nigdy nie jesteśmy w sanie przewidzieć co stanie się bodźcem wyzwalającym niepożądane zachowanie.

Można mnożyć przykłady wypadków, w których jedno zwierzę zagryzło drugie, choć mieszkali ze sobą od „dziecka”.

Przez całe życie może się nic złego nie wydarzyć, a czasami wystarczy jeden moment i mamy tragedię. Dlaczego tak się dzieje?

Wczoraj jeden z moich kotów postanowił zostać kosmonautą. Wsadził łeb do litrowego słoika i… nie mógł go wyjąć. Oczywiście wpadł w panikę. Zaczął szaleć rozwalając wszystko co było w jego zasięgu, chcąc się go pozbyć. Wszystkie psy (4) i inne koty były bardzo poruszone i zainteresowane, nie wiedząc co się dzieje. Na szczęście byłam w domu. Inaczej koniec tej historii mógłby być tragiczny w skutkach. Głowę udało nam się uwolnić, skończyło się tylko na kilku zadrapaniach.

Załóżmy jednak, że mnie nie było. Przerażony kot ze słoikiem na głowie szaleje, inne zwierzęta zaczynają od  zainteresowania przechodzić w niepokój, stres może przestraszenie a nawet w agresję. Wystarczyłby mały impuls ze strony jednego psa, aby mógł nastąpić atak. Nie będę tworzyć scenariusza, każdy może sobie resztę sam dopowiedzieć.

Później co? Psy agresywne? Pytania co się stało? Przecież żyły ze sobą wiele lat. Który pies jest winny? Itd.

Żaden zwierzak nie jest winny. To my ludzie. Zawsze trzeba pamiętać, że zwierzęta mają pewne wzorce zachowań, które my staramy się skutecznie wygasić. Skuteczność ta kończy się w nietypowych sytuacjach, które zawsze mogą się zdarzyć, dlatego należy minimalizować ryzyko, choćby oddzielając zwierzęta od siebie podczas swojej nieobecności.
 
Są psy, które bronią zasobów (np. jedzenia, zabawki). Nigdy nie możemy być pewni, co pies uzna za swój zasób. Może to być np. pachnąca tłuszczem patelnia w zlewie, albo kromka chleba leżąca na szafce, albo piłka schowana na szafie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czego pies może bronić przed innym i jakie to może mieć konsekwencje, gdy człowieka nie będzie w domu.

Znam różne historie o zamordowaniu jednego zwierzaka przez drugiego dlatego apeluję o rozwagę i ograniczone zaufanie.
 

niedziela, 20 stycznia 2013

Etyczne aspekty szkolenia psów asystujących


„Pies asystujący (ang. assistance dog) to pies, który towarzyszy osobie niepełnosprawnej.

Psy asystujące dzielą się na wyspecjalizowane psie zawody zależnie od niepełnosprawności człowieka, któremu mają pomagać.

I tak Pies asystujący wspomagający osobę niewidomą to pies przewodnik. Pies asystujący pomagający osobie niepełnosprawnej ruchowo to pies serwisowy. Często w mowie potocznej psa serwisowego myli się z psem asystującym. Do psów asystujących zaliczamy także psy dla osób nie słyszących, osób z epilepsją, a także dla osób z cukrzycą.

Pies asystujący musi spełniać szereg warunków, takich jak odpowiednie predyspozycje psychiczne i fizyczne.

Deby Davies – Delta Society

(tłumaczenie ze strony www.deltasociety.org - fragment)

Cechy psów asystujących odpowiednie dla psów terapeutycznych

Wszyscy badani opiekunowie psów terapeutycznych stwierdzili, iż cechy wyróżniające dobre psy asystujące czynią z nich równocześnie doskonałe psy do prowadzenia AAA i AAT: np. zdolność koncentrowania uwagi na opiekunie oraz niezawodność reakcji na sygnały. Podobnie do dobrego psa terapeutycznego, który nie może skakać na odwiedzaną osobę lub nawiązywać z nią innego kontaktu jeśli nie pada odpowiednie polecenie, pies asystujący uczony jest tego samego podczas swego szkolenia.

Wyszkolony pies terapeutyczny uczony jest również stałej koncentracji uwagi na opiekunie i reagowania na polecenia w niesprzyjających warunkach. Pies terapeutyczny może doświadczać wielu rozpraszających bodźców podczas pracy w ośrodkach zdrowia lub opieki: biegający dokoła ludzie, hałasujące wózki z jedzeniem, wszelkie dzwonienia, pobrzękiwania, gwizdy i pikania charakterystyczne dla przyrządów medycznych. Umiejętność pracy w takich warunkach jest najważniejsza, niezależnie od tego czy pies pracuje dla swojego opiekuna czy, kierowany przez niego, dla innej osoby.

Podobnie dobry pies asystujący uczony jest ignorowania tego typu bodźców rozpraszających podczas pracy dla swego opiekuna. Pochylające się na zakrętach samochody z grzmiącą muzyką rapową, strzelające z rury wydechowej autobusy, ludzie gwiżdżący i wołający w celu przyciągnięcia uwagi psa, terkoczące w pobliżu wózki zakupowe, głośniki ryczące „Blue Light Special” lub też dzieci znienacka łapiące psy za szyję i przytulające się do nich.

Psy muszą umieć zachować się obojętnie wobec wszelkich bodźców płynących z otoczenia, aby wydający polecenia opiekun mógł im zaufać. Ignorowanie takich zróżnicowanych bodźców to duże wyzwanie dla psa i pytani przez nas członkowie zespołów pies – opiekun stwierdzali podobieństwo w szkoleniu psów asystujących i terapeutycznych w tym względzie. Wszystkie psy muszą nauczyć się:

- koncentracji uwagi na opiekunie

- podchodzenia do innych tylko na polecenie

- specjalnego zachowania na polecenie

- ignorowania sygnałów rozpraszających

- wykazywania nienagannego zachowania społecznego.”

Fundacja „Pies dla Stasia”


„Pies asystujący potrafi pomóc osobie niepełnosprawnej w podstawowych czynnościach tj. podawanie i przynoszenie przedmiotów, przyciąganie wózka, zamykanie i otwieranie szafek, szuflad czy drzwi, zakładanie i zdejmowanie garderoby czy gaszenie i zapalanie światła. Pomoc psa potrafi znacznie skrócić czas wykonywania wielu czynności. Pies pomaga nie tylko osobie niepełnosprawnej, ale także rodzinie i najbliższemu otoczeniu, które nie musi w tak dużym stopniu angażować się w czynności związane z opieką. Osoba niepełnosprawna staje się bardziej samodzielna, może sama wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi, uczestniczyć w wykładach, być samodzielna w pracy zawodowej, brać aktywny udział w życiu społecznym i kulturalnym.

Obecność psa asystującego ma korzystny wpływ na samopoczucie

Pies akceptuje osobę niepełnosprawną taką, jaka jest, nie przeszkadza mu jej niepełnosprawność. Posiadanie psa sprawia, że człowiek otwiera się na świat zewnętrzny, łatwiej nawiązuje kontakty. Społecznie nie jest postrzegany przede wszystkim jako osoba na wózku, ale jako osoba z psem. Odpowiedzialność związana z obecnością psa asystującego motywuje do działania. Człowiek wychodzi na wspólne spacery z psem, porusza się po różnych miejscach publicznych. Zaangażowanie we wspólnie spędzany z psem czas pozwala żyć teraźniejszością, człowiek zapomina o krzywdzie i cierpieniu. Osoba posiadająca psa asytującego staje się bardziej pewna siebie, a poczucie własnej wartości wzrasta.”

Fundacja „Pomocna Łapa”


Jak widać z powyższych cytatów ze stron internetowych różnych fundacji główne informacje dotyczą oczekiwań wobec psa i w jaki sposób jego pomoc i właściwe zachowanie ma być pomocne człowiekowi. Zwracam uwagę na sformułowanie „właściwe zachowanie”, które oczekuje się, że będzie zgodne normami  gatunku ludzkiego. Nigdzie nie jest napisane jakie warunki, ani w jaki sposób należy zapewnić psu możliwość zaspokojenia  potrzeb zgodnych z jego gatunkiem. A tak jak pisze

 A.Schweitzer „Wartością naczelną jest życie na miarę własnego gatunku”, czy P. Taylor „Z natury ludzie nie są wyższymi stworzeniami od innych żyjących istot.”

Można wnioskować, że szkolenie psów asystujących wypływa z przekonań antropocentrycznych, mówiących o tym, że tylko człowiek posiada wartość, a wszystkie byty poza ludzkie posiadają wartość instrumentalną, zostały stworzone, aby służyć człowiekowi.

Już na etapie szkolenia szczeniaka można zauważyć brak uwzględniania psich potrzeb, choćby społecznych. W związku z tym, że pies w przyszłości powinien być skupiony na człowieku, to ogranicza, a nawet uniemożliwia mu się kontakt z innymi przedstawicielami jego gatunku. Inny przykład. Naturalnym zachowaniem psa jest eksploracja środowiska, która kandydatowi na psa asystującego, a później już pracującemu jest również ograniczana, a nawet uniemożliwiana. W treningu psów uwzględnia się jedynie potrzeby ludzkie.

 Mówi się o właściwych predyspozycjach wyselekcjonowanych psów. Na przykład jedna z fundacji  na swojej stronie pisze o
PROGRAMIE HODOWLANYM
„Program hodowlany został opracowany w 2001 r., w trakcie realizacji pionierskiego projektu (..), który miał na celu wyszkolenia pierwszego w Polsce, psa asystującego osobie niepełnosprawnej. Celem Programu Hodowlanego było pozyskanie najlepszych szczeniąt po doskonałych rodzicach, jednak w tym wypadku - najważniejszy nie był eksterier, a cechy i predyspozycje psychiczne psa.
Założenia Programu okazały się słuszne i są realizowane do dnia dzisiejszego. Dzięki hodowcom, biorącym udział w nowatorskim projekcie, Fundacja pozyskuje psy o odpowiednim potencjale, który zwiększa prawdopodobieństwo wykształcenia psiego asystenta. Wyboru szczenięcia dokonuje doświadczony selekcjoner, który na podstawie testów behawioralnych ocenia predyspozycje psa (…). Program Hodowlany odgrywa bardzo istotną rolę w działaniach Fundacji. Bez wsparcia hodowców i zaufania, jakim obdarzają organizację żaden z projektów nie zakończyłby się sukcesem. Hodowle, które decydują się na nieprzypadkowe skojarzenia, zapewniają szczeniętom i ich matkom odpowiednie warunki hodowlane, poddają młode psy stymulacji neurologicznej – spełniają warunki przystąpienia do Programu. „

„Po wielu sporach dotyczących odpowiedzi: „dziedziczność czy środowisko?”, psychologowie doszli do dość zgodnego poglądu, według którego wszelkie zachowanie (rozumiane jako ogólna charakterystyka typowa dla danego gatunku) jest wynikiem współdziałania obu tych czynników-dziedziczności i środowiska. Najdobitniej wyraził ten pogląd Donald Hebb (1953). Stwierdził on, że suma udziału obu czynników stanowi 100% dziedziczności i 100% środowiska. Chciała przez to podkreślić, że oba czynniki są nierozłączne. Sądzimy, że ich nierozdzielność w determinowaniu wszelkich zachowań typowych dla poszczególnych gatunków najprościej wyraża iloczyn obu tych czynników.’

 Znaczy, to że nie ma możliwości przeprowadzenia żadnych adekwatnych „ testów behawioralnych” szczeniakom, dzięki którym człowiek jest w stanie ocenić predyspozycje psa. Nawet selekcja hodowlana nie daje żadnych gwarancji na stworzenie osobnika, który wyrośnie na super psa asystującego. Hodowle w Polsce wszystkie bez wyjątku muszą stawiać główny nacisk na eksterier jeśli chcą mieć psy hodowlane. Na podstawie doświadczeń Bielajewa prowadzonych na lisach, wiemy, że nie da się prowadzić selekcji gatunku  na jeden czynnik zachowania, nie wpływając na zmiany np.w budowie zwierzęcia. Dlatego też nie jest prawdą, że hodowcy taką selekcję w Polsce prowadzą. Jest to chwyt marketingowy, nie mający przełożenia w praktyce.

Często zdarza się, że hodowcy przekazują psy „wadliwe”, tzw. nie hodowlane, które nie przyniosą im dochodu, albo sukcesu hodowlanego. Nie oznacza to, że taki pies będzie złym pomocnikiem człowieka, bo oczywiście w odpowiednim środowisku i przy odpowiednim szkoleniu ma takie same szanse, jak każdy inny pełnowartościowy pies hodowlany. Dlaczego praktykuje się tego typu rozwiązania? Są one korzystne dla obu stron. Dla hodowcy, bo jak pies z jego hodowli zostanie psem asystującym, to może promować swoją działalność. Dla organizacji, bo są to psy tańsze, albo wręcz przekazywane w ramach darowizny na rzecz fundacji. W Polsce problem finansowy ma ogromny wpływ na prowadzenie tego typu działalności.

 Organizacje są zmuszone do "zrobienia" z każdego psa, psa pracującego. Bez względu na jego predyspozycje, czy też jego chęć do takiej pracy. Dlatego też często nie jest brane pod uwagę czy dany pies dobrze czuje się w swojej roli.

Skrajnym przykładem są fundacje stosujące jako narzędzi szkoleniowych środków przymusu bezpośredniego typu: kolczatki czy obroże elektryczne. Dzięki którym wymuszają odpowiednie zachowanie wzbudzając w psie lęk, co w niektórych sytuacjach prowadzi do zachowań agresywnych lub innych niepożądanych u psa asystującego.

Niestety szkolenie psów finansowane jest w ramach różnych projektów, a to szkoleniowcom nie daję wyboru. Projekt trzeba zrealizować w innym wypadku będzie trzeba oddać wypłacone fundusze. Dlatego nawet osoby, które chcą i liczą się z psem i jego potrzebami nie mają szans wykazać się właściwym podejściem, bo rozpoczynając szkolenie szczeniaka nie mają żadnych gwarancji, że ten pies będzie dobrym psem asystującym z uwzględnieniem jego dobrostanu.

Kolejnym problemem w szkoleniu psów asystujących jest odpowiednie dobranie pary pies-człowiek.

Na świecie w organizacjach z długoletnimi tradycjami, o stabilnym sposobie finansowania wygląda to tak, że pies z odpowiednimi predyspozycjami dobierany jest do człowieka. W Polsce, ze względu na niewielką ilość szkolonych psów, to człowiek jest dobierany do psa, albo nie dokonuje się żadnego doboru. Osoba na którą przypada kolej dostaje psa akurat gotowego do przekazania. Dlatego zdarzają się z tego powodu liczne problemy.  Na przykład osoba jest spokojna czy wręcz flegmatyczna a dostaje psa o dużym temperamencie. Nie jest to jedyny problem.

Psy asystujące są przekazywane nieodpłatnie w ramach umowy użyczenia, pies pozostaje własnością organizacji z różnych względów. Jednym z nich jest to, że dzięki temu fundacja może kontrolować i monitorować rozwój współpracy. Teoretycznie brzmi to bardzo sensownie. W razie złego traktowania zwierzęcia właściciel (fundacja)-może interweniować, a nawet odebrać psa. Należy jednak zadać sobie pytanie co to znaczy „złe traktowanie”. Nie zawsze jest to tożsame z głodzeniem, czy biciem. Bywa tak, że specjalista, a szczególnie trener  widzi, że pies cierpi psychicznie, że bywa nawet zagrożone jego życie, ale interwencja spotkałaby się z dezaprobatą społeczną. Przecież człowiek ważniejszy. Poza tym żadna fundacja nie ma możliwości przebywania z daną parą 24 h na dobę, tym samym nigdy nie ma pewności, czy pies „jest użytkowany” zgodnie z wytycznymi.

            W niektórych organizacjach te wytyczne również nie uwzględniają potrzeb psa. Na przykład osoba niepełnosprawna przez parę tygodni nie może puszczać psa bez smyczy, nie może się z nim bawić, nie może pozwolić na samowolne zbliżenie się psa do siebie itd.

             Z drugiej jednak strony należy zauważyć, że pies asystujący jest z człowiekiem 24 h na dobę w różnym środowisku do takiej zmienności został wcześniej przygotowany w procesie szkolenia. Do pomocy człowiekowi są wykorzystywane psy o pewnych predyspozycjach przypisanych danej rasie. Jako psy serwisowe głównie pracują aportery, bo ich głównym zadaniem jest podawanie różnych przedmiotów. Plusem w życiu psa pracującego jest to, że nie można mówić o nudzie, którą przeżywa większość psów towarzyszących przebywając samotnie 6-9 h dziennie.
Przebywając non stop z człowiekiem nawiązują silną więź, tym samym jego potrzeby społeczne zostają w pewnym stopniu zaspokojone.

Po latach szkolenia psów asystujących w Polsce mam wątpliwości. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że jestem przeciwnikiem szkolenia psów asystujących.. Niestety w naszym kraju nie widzę możliwości prowadzenia tego typu szkoleń zgodnie z własnymi przekonaniami i standardami, które chciałabym aby obowiązywały

Mam nadzieje, że coraz więcej ludzi, nie tylko szkolących psy asystujące będzie pamiętało, że

„Gatunek ludzki, wraz z innymi gatunkami, jest integralnym składnikiem

systemu wzajemnej zależności (przez życie każdej istoty – jak również jej

szanse na pomyślne lub niepomyślne życie – jest określone nie tylko przez

fizyczne warunki jej środowiska, ale również przez jej relacje z innymi

żyjącymi istotami.” (P. Taylor)

 

 

 

cytaty pochodzą ze stron internetowych: 
                                    fundacja  "Dogiq"
                                  fundacja „Pomocna Łapa”
                                 fundacja" Pies dla Stasia"

niedziela, 14 października 2012

Agresja psów


Na różnych portalach społecznościowych, forach czytam o problemach, jakie ludzie mają z psami. Do mnie również zgłaszają się osoby najczęściej, gdy występuje problem z psem. Jednym z częstszych jest agresja w stosunku do ludzi, ale znacznie częściej do innych psów. Słyszę bądź czytam „mój pies na widok innego dostaje szału”, albo „zjadłby i rozszarpał każdego napotkanego psa”, „gdy widzi innego  psa jest agresywny i nic do niego nie dociera”.

            Bardzo mocno  irytują mnie stereotypy, które ludzie  powtarzają, a inni to przyjmują bez zastrzeżeń. I tak o labradorach usłyszymy, jakie to przemiłe, bezproblemowe i kochające dzieci i łagodne psy. Można by pomyśleć, że z tyłka od razu wychodzą wyszkolone. Wbrew obiegowej opinii to psy wymagające bardzo dużo pracy i zajęcia. I wbrew temu co się mówi, bardzo dużo wśród nich wykazuje zachowania agresywne.

Znowu o bokserach (szczególnie sukach) często słyszę, że one mają w swojej naturze agresję do innych psów i trzeba to zaakceptować. No, a już psy typu bulle, rottweilery, dobermany itp. to o niczym innym nie myślą tylko o tym, jak tu wszystkich uśmiercić.

 

Takimi stwierdzeniami ludzie robią krzywdę ludziom, jak i samym psom.

Po pierwsze właścicielom psów, którzy zamiast zastanowić się: “dlaczego mój pies tak się zachowuje?”, “czy mogę mu jakoś pomóc?”, przyjmują taka informację i uważają za normalne zachowanie dla tej rasy. “No tak, on jest dobermanem i tak ma, bo dobermany przecież tak mają.”

Po drugie ludziom nie mającym psów, a  spotykającym je na co dzień. Bo co się dzieje w człowieku, jak na swojej drodze zobaczy rottweilera? Opanowuje go strach, a być może i panika, a to jest zupełnie niepotrzebne.

            Jeśli powiedziałabym wszystkim ludziom, że psy są łagodne, że rozwiązują konflikty bez rozlewu krwi, nie atakują bez przyczyny, to czy wszyscy by mi uwierzyli? Czy ktokolwiek by mi uwierzył? Nie. Przez lata włożyliśmy dużo pracy w reklamę, aby zrobić z psów krwiożercze potwory. Podniosłyby się głosy, że przecież są  niezaprzeczalne dowody na pogryzienia, a nawet zagryzienia ludzi (w tym dzieci), czy inne psy. Prawda. Tylko pytanie, czy one były temu winne? Może zabrzmiało dość dziwnie, ale czy przeciętny człowiek zastanawia się jak funkcjonuje pies? Czy wie, że z natury to łagodne zwierzę, unikające konfliktów? Jak byśmy wbili sobie to do głowy i uwierzyli, to zapewniam, że byłoby o wiele mniej agresywnych psów. Bo to człowiek jest główną przyczyną występowania agresji  u psów.

 

Mówiąc o agresji trzeba zadać sobie kilka pytań z różnych obszarów funkcjonowania organizmu.

Czym jest agresja?

Agresja jest zachowaniem. Jak dobrze wiemy  zachowanie nie bierze się z nikąd, powstaje i modeluje  się w procesie ewolucji. Wszystkie zmiany fizjologiczne czy behawioralne organizmu na przestrzeni tysięcy lat mają swoje przyczyny i celowość.

Dlatego, z biologicznego punktu widzenia, nasuwa się pytanie „dlaczego”. Dlaczego pies zachowuje się tak w danej sytuacji?

Jaki jest sens takiego zachowania? Jaka wartość dla jego przetrwania? Jakie są przyczyny? Czyli zewnętrzne i wewnętrzne bodźce wywalające, bądź sterujące takim zachowaniem? Jaka jest ewolucyjna historia tego zachowania?

 Definicja tego słowa jest kontrowersyjna i niejednoznaczna. Jest to pojęcie dość złożone i można je definiować na wiele sposobów. Istnieją liczne teoretyczne paradygmaty, zaczynając od psychologii kognitywnej do behawioryzmu, na podstawie których każdy inaczej definiuje ten termin. I tu pojawiają się kolejne pytania:

Czy agresja wymaga wystąpienia obrażeń?

Czy groźby to agresja?

Czy nieprzyjemne działania zwierzęcia świadomego zagrożenia są obroną czy agresją?

Czy czynności wykonywane przez zwierzę w trakcie polowania na pożywienie są agresją?

Czy krzywda wyrządzona przypadkowo jest agresją?

Czy obrona bądź chęć zdobycia zasobów jest agresją?

 

Jest kilka naukowych definicji agresji. Na swój użytek agresję rozumiem tak: jest  to zamierzone zachowanie (które nie miało przynieść żadnych korzyści biologicznych: nie będące obroną własną albo innego osobnika czy zasobów i nie służące zdobyciu zasobów) jednego osobnika, w wyniku którego drugi odnosi obrażenia. Wszelkie groźby uważam za komunikację. Innymi słowy dla mnie agresja to atak (nie uzasadniony z punktu widzenia przetrwania) jednego psa na drugiego, w wyniku którego oba bądź jeden z nich odnosi rany.

 

            Starałam się opisać, czym jest agresja, bo chcę powiedzieć, że taka forma agresji w naturalnym świecie psów nie istnieje. Co znaczy naturalny świat? Świat w którym półdzikie psy żyją bez ludzi. W sumie to już nienaturalny, bo jesteśmy wszędzie.

Oczywiście występują walki terytorialne między zwierzętami, walki na tle seksualnym, może wystąpić walka o zasoby (pożywienie), oczywiście występuje polowanie w celu zdobycia pożywienia, obrona własna bądź innych osobników (matka-dzieci). Ale nigdy nie występuje atak dla samego ataku. Wszystkie zwierzęta zawsze unikają siłowych rozwiązań konfliktów. Z prostej przyczyny. Mogą wyjść z walki okaleczone, a to zagrażałoby ich przetrwaniu. Dlatego psy żyjące półdziko (nie mylić z bezpańskimi) nie stanowią zagrożenia ani dla człowieka, ani dla innych psów. Mogą stanowić dla innych zwierząt, które oceniają jako potencjalny pokarm. Tutaj zachowanie psów półdzikich żyjących w mojej okolicy. Unikają kontaktu z człowiekiem i nie szukają zaczepki z psami
 
 
Każdy właściciel psa boi się, że jego pies zostanie pogryziony bądź pogryzie innego, ale wyobraźcie sobie, że dwa ujadające burki będące na przeciwko siebie, będące na smyczach z pianą w pysku i furią w oczach, jakby się spotkały w innych okolicznościach. W bardziej sprzyjających okolicznościach, za które uważam brak człowieka, przywitałyby się, albo i nie, pogadały chwilę i rozeszły. I nawet jeśli byłyby to dwa samce, a w pobliżu nie byłoby suki z cieczką, to nie miałyby powodu walczyć (jedynym powodem walki mógłby być leżący w pobliżu kawał mięcha). Ich przetrwaniu nic by nie zagrażało.
Należy zdać sobie sprawę, że przyczyną agresji psów w stosunku do innych psów bądź człowieka,  jest tylko i wyłącznie człowiek. Dlaczego tak się dzieje i jak wpływamy na nasze psy, że stają się agresywne, napiszę następnym razem.
 
Literatura:
Wojciech Pisula (2003) "Psychologia Zachowań Eksploracyjnych Zwierząt"
                            Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
James O'Heare (2007) "Zachowania agresywne u psów. Analiza przypadków, zapobieganie i terapia
                         behawioralna"
            wyd.     Łódź: Galaktyka
 tyt. oryginłu: "Agressive Behavior in Dogs: A Comrehensive Technical
                       Manual for Professinals"
 

piątek, 28 września 2012

Psiowa komunikacja. Majstersztyk.

Modny jest teraz temat komunikacji psiej. Można  o tym już sporo poczytać. Ja się rozpisywać nie będę, bo lepiej jest to zobaczyć:). Jednak kilka słów o bohaterach filmu.

Avil to 3 letni bokser do adopcji, który miał być uśpiony z powodu agresji do ludzi.Trafił do mnie na resocjalizację. Przypisywano mu również agresję do psów. Ani jedno, ani drugie, na szczęście nie było prawdą. Prawdą jest jednak to, że Avil miał braki socjalizacyjne z psami i brak zaufania do człowieka. Pies ten, albo nie rozumie, albo nie respektuje sygnałów wysyłanych przez inne psy.
Moje psy
Kazik. 6-letni labrador. Bardzo delikatnej konstrukcji. Chodząca łagodność, dobroć i ciapowatość. Wychowany od szczeniaka w dużej grupie psów, od 10 do 4 osobników w różnym wieku i różnej płci. W tym ze swoim rodzeństwem i matką.
Fiona. 7 letnia bokserka. Podobnie do Kazika, z tym, że z matką była przez siedem lat


Fiona i Kazik znają się i mieszkają razem całe życie.

Film od początku do końca bez montażu




Zapraszam na film:
A tu trochę wolniejsze tempo:


Zaskoczeni? Widzieliście to, ile "słów" - komunikatów padło między tymi trzema psami? Zaznaczyłam tylko niektóre, a jest ich setki. Oglądałam ten film kilkanaście razy, albo i więcej i za każdym razem dostrzegam nowe. Od moich psów pobieram nauki.
Kazik potrfi sie bawić z psami i to bardzo energicznie, jednak z Avilem ewidentnie unika takiej rozrywki. Na filmie widać, że zanim przyszła Fiona psy wchodzą w interakcję. To nie jest zabawa, to tylko strategia obrony Kazika. On obawia się tego boksera. Dlaczego? Byśmy powiedzieli-Avil przecież nie wykazuje agresji?
Kazik wie lepiej, Kazik czuje lepiej.  Avil nie respektuje sygnałów labradora. Kazik wie, że z Avilem nie można wejść w zabawę pobudzająca jego emocje, bo może być nieobliczalny. Bo jest agresywny...? Nie, bo on nie umie się bawić, bo nie rozumie i co  się do niego mówi, bo wreszcie, jest nie stabilny emocjonalnie. Dlatego zabawa z nim może zakończyć się awanturą.

Dodam jedynie, że jest to film sprzed paru miesięcy, teraz Avil jest innym psem, ale od tamtej pory nie widział się z Kazikiem, bo nie chciałam, aby labek sie stresował. Natomiast spędza czas z Fioną, od której uczy się psiego języka. Czasami bywa trudno i nawet Fiona prosi mnie o pomoc, ale z dnia na dzień widać zmiany na lepsze.


sobota, 4 sierpnia 2012

Rzecz o ignorowaniu psa. Łatwe? Oczywiste?


- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują!

- Następny proszę.



Co oznacza ignorowanie? Dlaczego tak źle się czujemy gdy ktoś nas nie zauważa, gdy wydaje się być niewrażliwy na nasze zabiegi zwracania uwagi? Czy to jako dzieci, czy jako dorośli. Kolacja nie smakuje – zapłaczę. – szpinak i tak zjem (wyjścia tu  nie ma), ale może mama powie ciepłe słowo i przytuli? Ponarzekam trochę głośniej w pokoju socjalnym – prezes prawdopodobnie dowie się o moich nadgodzinach. Dowiedzieć się, może i dowie. Jakiego prezesa jednak stać na to, by dawać premię każdemu pracownikowi, który narzeka? I tu pytanie: narzekamy wtedy głośniej, czy kończymy tę błazenadę?



A co to znaczy ignorowanie psa?



Dość często trenerzy psów, behawioryści, czy psi psycholodzy, bez znaczenia jaki tytuł sobie nadali, doradzają w różnych sytuacjach: „proszę psa ignorować”. Dlaczego? Pies prezentuje wiele zachowań tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę człowieka jak choćby skacząc przy powitaniu. Najczęstszą reakcją człowieka jest: spojrzenie i odepchnięcie z okrzykiem „przestań”, „odejdź”, „nie skacz” (dobór słownictwa i kolejność dowolna) . Wątpię by u kogoś takie zachowanie się sprawdziło, by mógł powiedzieć: „Najlepszą reakcją na skakanie i szczekanie psa jest energiczne machanie rękami i wrzaski. No i najważniejsze: utrzymywanie kontaktu wzrokowego z psem.” Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie spełniliśmy wszystkie wyszczekane i wyskakane prośby, którym przewodziła jedna: wzbudzenie zainteresowania. Spojrzeliśmy, dotknęliśmy, odezwaliśmy się – wszystko to frontem do zwierzaka. Jeszcze tylko micha i masaż: psisko będzie wniebowzięte, gwarantuję.

Dość często ludzie zapominają o wzroku. Mówią: „Ignoruję go, nie zaczepiam…”, mając na myśli: „Nie odzywam się do niego”. Trzeba pamiętać, że oczy, są  bardzo ważnym elementem komunikacji. Nawet u ludzi bez spojrzenia, nie ma konwersacji. Jeśli nie patrzymy na rozmówcę jest to nietakt owocujący tym, że no właśnie, jesteśmy ignorowani. Psy często wykorzystują spojrzenie, aby się porozumiewać. Jeśli między człowiekiem i psem jest silna więź i wzajemna znajomość, słowa są nie potrzebne. Znam osoby, które dogadują się ze swoim czworonogiem za pomocą mimiki twarzy i oczu (np. mrugnięcia, podniesienia brwi). Występuje między nimi tak silna relacja, że wystarczy aby człowiek skierował wzrok w jakimś kierunku i psiak natychmiast rozumie o co chodzi. Sama również tego doświadczyłam z moją bokserką Mirabel. Osoby z mojego otoczenia niejednokrotnie pytali, skąd ja wiem co się w tej psiej łepetynie dzieje, albo skąd ona wie, co w tej mojej, ludzkiej. Mawiali wtedy często, że porozumiewamy się telepatycznieJ.

Dotyk to również podstawowy element komunikacji, nikogo chyba nie muszę o tym przekonywać. Wśród ssaków jest to od urodzenia, nieodłączny element współżycia społecznego.

Głos oczywiście służy komunikacji, ale moim zdaniem jest najmniej ważny dla psów. Bardziej niż sam dźwięk wypływający z naszych ust, liczy się to, jaką ma on barwę, jakie emocje przekazujemy. Czy nasz głos jest łagodny i spokojny, stanowczy, czy ostry i piskliwy. Ludzie, którzy pracują z psami zmieniają nawet komendy. Kiedyś powszechnie używane „Fe!”, jako przełożenie na psi „wypluj to cholero, nie chcę znowu z rana wdepnąć w twoją niespodziankę!”, zastępujemy „E-e.” Czemu? Krótko mówiąc łatwiej nam wyryczeć, niż wypowiedzieć krótkie, ostre „Fe”, w przeciwieństwie do spokojnego, podzielonego na sylaby „E-e”.

I na koniec postawa naszego ciała. Podobnie jak w relacjach z ludźmi. Komunikując się z drugim człowiekiem jesteśmy odwróceni przodem do rozmówcy – skądś się w końcu musiało wziąć pojęcie „twarzą w twarz”. Odwracanie tyłem i uciekanie wzrokiem odbierane jest jako lekceważenie. Identycznie w relacji z psem, z tą różnicą, że nie ma to wydźwięku negatywnego, a jedynie służy jako komunikat.

Podsumowując, jak należy się zachować, gdy ktoś prosi o ignorowanie psa? W taki sposób, jakby go nie było.  W sensie psa.


autor: Sylwia Gajewska
red.    Bartek Piotrowski

piątek, 20 kwietnia 2012

Szacunek, porozumienie i partnerstwo






Przez wiele lat mojej pracy z psami, najczęściej zadawanym pytaniem właścicieli psów jest “jak to robię, że one są takie spokojne, opanowane i posłuszne? Nawet w ciężkich warunkach przy dużych rozproszeniach skupione są na swoim człowieku.”

Odpowiadam oczywiście, że ważne jest, aby psy miały odpowiednią psychikę, że z dobrej hodowli, że szkolenie trwa długo, że… itd. To wszystko prawda. Ale…

Właśnie, jest jeszcze jeden element. Myślę, że zasadniczy.

Wiele osób posiadających psa chodzi z nim na szkolenia, często od szczeniaka, mało tego, niektórzy startują nawet w zawodach w różnych dyscyplinach i to z dobrymi wynikami. A jednak ich psy w życiu codziennym, poza ringiem, sprawiają kłopoty.

W czym tkwi problem?

Kiedy dzwoni do mnie osoba w sprawie szkolenia swojego psa pytam, jakie ma oczekiwania. Najczęstszą odpowiedzią, jaką słyszę jest: chciałbym/chciałabym, żeby się MNIE SŁUCHAŁ a następnie: umiał zrobić siad, waruj, podać łapę i inne sztuczki.

Człowiek ma naturalną skłonność do chęci panowania nad drugą istotą. Czy to będzie pies, koń, żona, mąż, dziecko czy pracownik, nie ma to znaczenia. Przez tę przypadłość wokół nas jest tyle agresji i konfliktów międzyludzkich. Te międzygatunkowe są jeszcze bardziej skomplikowane, bo mamy kompletnie różną perspektywę „pojmowania” świata.

W tym właśnie tkwi problem.

Uświadomiłam to sobie po wizycie u trenerki koni w celu pobrania nauki. Kupiłam młodego konia i chciałam go wyszkolić. Chciałam właśnie tego samego czego oczekują właściciele psów. Żeby był mi posłuszny.

Spędziłam u niej cały dzień, a ona, tak mi się wtedy wydawało, nie dała mi żadnych wskazówek. Zadawała dziwne pytania typu: gdzie twój koń lubi być głaskany? w jaki sposób najchętniej się bawi? czy woli marchewkę czy jabłka?  Miałam wybrać sobie jednego z jej koni i spędzić z nim cały dzień na padoku. Siedzieć, czytać książkę, czyścić go, głaskać - z zastrzeżeniem, że tylko wtedy, gdy on będzie miał na to ochotę. Kurczę, tylko jak mam poznać, czy koń ma ochotę być czyszczony czy głaskany? Do tej pory wchodziłam do boksu i czyściłam konia, nie zastanawiając się, czy on tego chce czy nie. Miał stać grzecznie i już. Wyjechałam od niej rozczarowana. Nie dała mi żadnego narzędzia, nie nauczyła jak sprawić, by mój koń się mnie słuchał. Powiedziała tylko: spędzaj z nim czas, poznaj go i daj się poznać jemu. Zaufajcie sobie nawzajem.

Mijały tygodnie, bez wiary w efekty spędzałam długie godziny na łące i w boksie. Na niczym. Tylko z nim byłam. Oczywiście, gadałam do niego, głaskałam, czyściłam i… zaczęłam rozumieć! Rozumieć, co on do mnie „mówi”. O dziwo poczułam też, że on rozumie mnie i chętniej przebywa w moim towarzystwie i wykonuje to, o co go poproszę.

Przy tym wspomnę, że jeszcze rok temu bałam się koni. Dzisiaj wchodzę na padok a mój “szalony” arab rży i biegnie galopem w moją stronę, a ja nie uciekam. Wiem, ufam mu, że nie zrobi mi krzywdy. Nigdy nie jeździłam sama w teren, nawet na mojej starej, spokojnej kobyłce. Dzisiaj z Gilghameshem jeździmy sami, w dodatku bez używania środka przymusu, jakim jest niewątpliwie  wędzidło. Dzisiaj wiem, co lubi, a czego nie i szanuję to, starając się w miarę możliwości wyeliminować nieprzyjemne dla niego bodźce.

Opisałam własne doświadczenie z koniem, dzięki któremu uświadomiłam sobie w czym tkwi problem dotyczący psów i ich właścicieli.

Przeciętny człowiek nic albo niewiele wie o swoim psie. Nie rozumie sygnałów, jakie mu on wysyła. I w końcu nie spędza z nim czasu. Spacer nawet godzinny czy dwugodzinny do parku, w którym pies zostaje puszczony i przez cały czas bawi się z psami, nic  nie wnosi do związku psio-ludzkiego. Ćwiczenia i zabawa np. flybal, gdzie pies ma maksymalnie rozbudzone emocje, szczeka, piszczy  w amoku i w hałasie robionym przez inne psy.

Wróciłam myślami 13 lat wstecz, kiedy to zakupiłam bokserkę Mirabelę. Do tej pory nigdy nie miałam z nią żadnych problemów. Ani z posłuszeństwem, ani z agresją. Choć hodowcy wróżyli, że jak dojrzeje to będzie się rzucać na psy, bo boksery tak mają.

 To było 13 lat temu, wtedy nawet mało kto szkolił boksery.

W wieku 6 miesięcy była gotowa do egzaminu PT; musiałam czekać, aż skończy 9 miesięcy, bo regulamin ZK (Związku Kynologicznego) nie dopuszczał młodszych psów.

Ma 13 lat i nigdy nie wykazała agresji. Przez całe życie chodziłam z nią bez smyczy. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że Mirabela uczestniczyła w moim życiu. Nasze relacje nie opierały się tylko na wydawaniu  i wykonywaniu komend. Nas połączyła trwająca do tej pory przyjaźń. Dzięki temu, że spędzałyśmy ZE SOBĄ całe dnie, bardzo dobrze się poznałyśmy. Na spacerach był czas na szkolenie, zabawę, ale również czas na “nicnierobienie”. Siadałyśmy sobie na górce w parku Agrykola w Warszawie i patrzyłyśmy na świat. Ludzi, ptaki, inne psy i całe otoczenie. Mirabel towarzyszyła mi wszędzie. 

Dwie strony poznają się doskonale, o ile pies towarzyszy człowiekowi we wszystkich czynnościach dnia codziennego. Zaczyna łączyć ich bardzo silna więź. Nie smaczki czy wyuczone komendy tylko, jak to ujęła jedna z cenionych przeze mnie trenerek, „niteczki”.  Para zna się doskonale i wystarczy niewielki ruch palcem, oczami i pies rozumie o co chodzi. Działa to też w drugą stronę. Człowiek spojrzy na swojego psa i wie czego on potrzebuje, czy ma dobry czy gorszy dzień. W tak ustawionych relacjach, gdzie pies i człowiek są ze sobą w codziennym życiu RAZEM i obie strony mają zaspokojone swoje potrzeby, nie występują problemy natury behawioralnej. Wszystkie psy, które są moje lub które szkolę, właśnie tak funkcjonują. Staram się poznać potrzeby każdego psa i zaspokajać je. Pozwalam im pozostać psami. Nie produkuję robotów do wykonywania “siadów” i “podaj łapów” .

Czy może być szczęśliwy pies, który spędza samotnie 8-9 godzin sam w domu, potem wychodzi na godzinny czy nawet dwugodzinny spacer? I nadal pozostaje sam, bo człowiek zmęczony po pracy ledwo może się zmusić do spacerowania bądź stania na dworze. Całą psią radością jest spotkanie innego czworonożnego kompana, z którym może aktywnie spędzić czas. W weekend idzie na szkolenie ze swoim opiekunem i to jest jedyny moment tak naprawdę spędzony z właścicielem. Często słyszałam skargi na własne psy typu: “Na szkoleniu się słucha, ale jak wyjdziemy z sali to mnie ignoruje, nie zwraca uwagi, jest nieposłuszny, w głowie mu tylko inne psy.”

Spędzanie czasu z psem to jedyna droga do osiągnięcia porozumienia. Szkolenie, jak najbardziej jest niezbędne, ale jest to tylko jeden ze elementów bycia z psem. Psy szkolone przeze mnie są spokojne i rozluźnione, a moje prośby wykonują z wielką radością dlatego, że nie oczekuję od nich, że będą idealne. Akceptuję to, że popełniają błędy czy mają słabszy dzień. Traktuję je jak partnerów, z którymi prowadzę dialog i szukam porozumienia. Życzę każdemu psu takiego traktowania przez jego opiekuna.