Jak zmieniłam zdanie, czyli jak w powiedzeniu: sposób
patrzenia zależy od miejsca siedzenia :)
Kupowanie psom ubrań uważałam za zwykłą fanaberię. Zresztą
do tej pory uważam, że w większości przypadków, tak jest. Od kilkunastu lat mam
boksery - nigdy żaden nie chodził w ubraniu. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy zakładać psu czegoś oprócz szelek
czy obroży, bez względu na pogodę. Pies, nawet krótkowłosy, przystosowany jest
do różnych pór roku. Jego sierść chroni go przed zimnem i upałem. Natura
wyposażyła go w autonomiczne mechanizmy termoregulacji.
Piszę oczywiście o
psach zdrowych, dobrze odżywionych i nie przebywających w ekstremalnych
warunkach. Piszę o moich psach, które mieszkają w domu i wychodzą na spacery na
godzinę lub dwie. Zarówno boksery, jak i dawniej labradory, a nawet nasza
rodzinna jamniczka, uwielbiały szaleć w śniegu. Zupełnie nie przeszkadzały im
minusowe temperatury. No dobrze, przy minus 20-30C marzły im łapki; wtedy
spacery musiały być krótsze. Nie widziałam jednak powodu do strojenia ich w
żadne szmatki. Zastanawiałam się czasem nad różnica temperatur panujących w
domu i na dworze. Czy to może być przyczyną przeziębienia? Być może tak. U mnie
takie zjawisko nie wystąpiło. Nigdy żaden z psów nie chorował z powodu biegania
na golasa po śniegu.
I tak w przeświadczeniu o ludzkiej fanaberii i rozwijaniu
przemysłu ubrankowo - bucikowego, rozwijającego się dzięki ludzkiej głupocie,
żyłam wiele lat.
Życie jednak sprawiło mi psikusa i swoje przeświadczenia
musiałam trochę zweryfikować.
Od paru miesięcy mam uroczą współspaczkę. Didi, pudliczka
Toy. Wywróciła ona moje życie i niektóre poglądy do góry nogami.
Między innymi te dotyczące ubierania psów. O ile pozostałe
nasze psy nadal pozostają gołe (tutaj nic się nie zmieniło), to dla toyki
zaczęłam rozglądać się za kurteczką.
Oszalałam? Nie, ponieważ:
1. pudel ma włos, nie
sierść,
2. jest często kąpany
(brak naturalnego natłuszczenia),
3. ŚNIEG !!!!
Najgorszy jest śnieg. To on spowodował kupno kombinezonu. Na
poniższym zdjęciu odsłonięte są tylko kawałki łapek. I pomimo tego śnieg
sprawił, że suczka po 10 minutach spaceru nie mogła się poruszać. Muszę przedłużyć jej nogawki tak, aby wystawały jej tylko
stópki.
Jaki mam wybór?
Albo pies-dynamit, który dziennie robi ok.
6-10 km, będzie wychodził na krótkie spacerki wokół domu, albo będzie
zabezpieczony przez ubranie. Nie mówię tutaj o tym, że bez ubrania
szybciej marznie, bo to zależy od intensywności spaceru, a
nasze są bardzo intensywne ;). Mówię o fizycznym uniemożliwieniu poruszania się
przez tworzące kule śniegowe.

Tak właśnie moje spojrzenie na kwestie ubranek dla psów (i nie tylko, ale o tym kiedy indziej) zostało zweryfikowane przez życie.
Teraz chodzę po zapadłej wsi w ostępach łąkowo-leśnych z ubranym pudlem i resztą golasów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz